Ostatnio coraz popularniejszym sposobem zarabiania staje się inwestowanie alternatywne. Jedną z jego działek jest lokowanie kapitału w sztukę, czyli tzw. „art banking”. Wprawdzie nie przynosi ono tak szybkich zysków jak gra na giełdzie i nie należy do prostych form zarabiania, to jednak pozostaje całkiem opłacalnym przedsięwzięciem. O ile tradycyjne narzędzia inwestycyjne kierują się przeważnie chęcią zysku, o tyle inwestowanie w sztukę wyznaczane jest innymi priorytetami. Liczy się tu przede wszystkim poczucie posiadania pięknego dzieła o unikalnym charakterze.

Przed zdecydowaniem się na tę formę inwestowania pieniędzy należy pamiętać, że polski rynek sztuki pozostaje daleko w tyle w stosunku do rynku światowego. Świadczy o tym m. in. fakt, że największą sumą, za jaką sprzedano dzieło sztuki na rynku światowym to 140 milionów dolarów (obraz Jacksona Pollocka No. 5 na aukcji w Nowym Jorku), podczas gdy rekordową sumą na polskim rynku sztuki jest 2 miliony 130 tysięcy złotych za dzieło Henryka Siemiradzkiego pt. Rozbitek. Nie należy się tym jednak zniechęcać, ponieważ, jak podkreślił dr Karl Schweier – szef działu Art Banking szwajcarskiego banku UBS, Polska posiada duży potencjał pod względem rynku sztuki.

Inwestując w sztukę należy kierować się określonymi zasadami. Trzy z nich podaje szef największego Domu Aukcyjnego Rempex – Piotr Lengiewicz: kupować to, co się naprawdę podoba, wybierać najlepsze przedmioty, na jakie jest się w stanie sobie pozwolić i uzbroić się w cierpliwość. Ostatnia rada, choć nie brzmi zbyt atrakcyjnie, jest bardzo istotna. Nierzadko zdarza się, że minimalny okres korzystnej inwestycji to 10 lat. Pamiętać przy tym należy, że musimy odzyskać koszty, jakie ponieśliśmy przy pośredniczeniu innych podmiotów przy zakupie dzieła (dom aukcyjny czy galeria). Jest to tzw. zło konieczne, które musimy wybrać chcąc korzystnie ulokować swój kapitał. Korzystając z usług powyższych pośredników mamy gwarancję autentyczności i rzeczywistego opisania stanu technicznego przedmiotu, o co raczej jest trudno szukając okazji na pchlich targach.

Na początku naszej przygody z art bankingiem należy oszacować wielkość kwoty, którą przeznaczymy na zakup dzieła. Eksperci radzą, by suma ta wynosiła od 10 do 12 % naszych oszczędności. Następnie korzystnie jest odwiedzić dom aukcyjny w dniach poprzedzających aukcję. Można wówczas obejrzeć wszystkie przedmioty wystawione do licytacji, skonsultować się ze specjalistami oraz nabyć katalog aukcyjny. Tu należy jeszcze raz wspomnieć o pośrednikach. Korzystanie z porad specjalistów z galerii nasuwa uzasadnioną obawę, że będą oni reprezentować interesy swojej „firmy”, a nie nasze. Dlatego bezpieczniej jest wybrać osobę, która nie współpracuje z danym domem aukcyjnym czy galerią. Warto także uprzednio poznać doświadczenie naszego przyszłego konsultanta (czy jego wiedza miała dotychczas związek z rynkiem sztuki, czy ograniczała się do teorii) i dorobek (czy posiada znaczącą kolekcję, z jakimi pracami miał do tej pory do czynienia itp.). Wprawdzie uzyskanie takich informacji może być trudne ze względu na obowiązującą doradców dyskrecję działań, lecz spróbować warto. Gdy zdecydujemy się już na zakup jakiegoś przedmiotu, należy wpłacić zwrotne wadium i w dniu aukcji odebrać swój numerek. Teraz pozostaje już tylko licytować. Istnieje możliwość licytacji przez telefon lub internet, lecz żadna z tych form nie zastąpi emocji tradycyjnego sposobu przez użycie numerka i przybicie młotkiem.

Powyższe uwagi mają charakter bardzo ogólny z kilku powodów: szczegóły inwestowania w sztukę zależą od dziedziny, którą jesteśmy zainteresowani, od panujących w niej trendów czy od opłacalności inwestowania w określony styl w danej dziedzinie sztuki. Zebranie informacji z zakresu tych kwestii jest czynnością czaso- i pracochłonną, dlatego o detale inwestowania w sztukę najlepiej jest pytać zaufanego doradcy.

Pokaż więcej w  Lifestyle

Dodaj komentarz

Zobacz także

3 sposoby na to, aby dbać o zęby niskim kosztem

Jeżeli chcemy, aby nasze zęby przez długi czas zachowały estetyczny wygląd i były zdecydow…